Quietly

Open your eyes open your mind

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Oj wreszcie wiosna. Dziś już ta astronomiczna, ale często gęsto ona nie zbiega się z odczuciem wiosny na własnej skórze. Ja ją dziś poczułam i nie tylko dziś. Od czterech dni zbliża się tupiąc donośnie.
Po czym poznać, że to już? W moim przypadku to proste. Wreszcie wstaje rano z pełnym zapałem. Nie ma ciężkiej głowy, ciemności, i marazmu. O jakimkolwiek przesileniu wiosennym nie ma mowy. Za oknem o 6 rano wreszcie jest słońce przebijające się przez poranne chmury, trawa się zieleni i nawet ranny mrozik nie jest w stanie popsuć tego świeżego uczucie wiosny. Puszczam wtedy Music is my airplane i skacze po domu ze szczotką do zębów. Wreszcie chce się wyjść z domu. Praca pali się w rękach. Nic nie jest ciężkie i męczące. Nawet podróże autobusem o 12 nie są mi straszne. To, co że jestem przyklejona do szyby na glonojada. Choć kiedy tylko temperatura zacznie rosnąć znienawidzę takie podróże. Coraz częściej też nie chce się człowiekowi korzystać z jakiejkolwiek komunikacji, zamiast samochodu lepiej wrócić do domu pieszo. Bezcenny widok kamienic skąpanych w słońcu, ludzi grzejących się na kamiennym rynku. No i miasteczko akademickie pobliskiej politechniki zapełniające się po brzegi.
Weekendy też nabierają nowego wymiaru. Nie trzeba chować się po knajpach czy grzać w kinie. Nareszcie można wsiąść w samochód i gdzieś jechać. Wieczorne piwo na pobliskiej wsi, bezcenne nocne wycieczki. Aż chce się żyć, a w lato będzie jeszcze lepiej.
Wiosnę czas zacząć! A poniżej piosenka, która nie wiem, czemu od lat kojarzy mi się z wiosną i latem, ciepłymi i jasnymi wieczorami gdzieś…

4079597_moje-miasto-wiosna--.jpg
crash_0717.jpg
beskidy-wschodnie-zdecydowanie-wiosna-fot-tomasz-okoniewski-l.jpg
423286_312449135475881_115401165180680_771238_1883965520_n.jpg
widok_miasta_komin.jpg
wiosna.JPG
wiosna_650.jpg
zdjecie,600,158417,rynek-w-chelmnie-wiosna.jpg
20.03.2012 o godz. 15:48
Jeden przesłana wiadomość, a w niej załącznik z wyzwaniem. Chwila zastanowienia... tak zdecyduje się! Co z tego wyniknie? Nie mam zielonego pojęcia!Plan...: nieprofesjonalny sprzęt, brak sztampy, trochę alegorii. No i mam zadanie na najbliższy miesiąc. Za wyzwanie dziękuje Wojtkowi i ciekawa jestem co jemu wyjdzie z tej zabawy w artystę fotografa :p
Bierzcie z tego wszyscy i się pobawcie również no i pochwalcie efektami.
Poniżej zdjęcie z wyzwaniem. 30 dni z obiektywem aparatu każdy dzień to inny z góry narzucony temat. Powodzenia sobie Witowi i wszystkim zainspirowanym
oGfPgkyGj2.jpg
Tagi: fotografja
13.03.2012 o godz. 20:42
Teraz trochę staroci i niestety nieistniejących od dłuższego czasu.
Kiedyś koleżanka wysłała mi link do you tobe. Po jego otwarciu na ekranie pojawiła się dziwna okładka płyty z ludzką, kobiecą sylwetką, o ziemistym kolorze skóry i skrzyżowanych bezwładnie rękach, postać w białej sukience. Bez twarzy, a jedynie z rozmazaniem na jej miejscu. Obraz niczym z hiszpańskiego horroru. U góry widniał napis Moonlight- Meren Re (akt ostatni). Już pierwsze dźwięki wzbudziły niepokój, narastająca melodia i klimat mrocznej namiętność. Delikatny liryczny, odrobinę płaczliwy głos wokalistki. No i na końcu przejmujący tekst, który nie pozwala skupić się na niczym innym, tylko na nim.

Widziałem, jak stoisz daleko,
Gdzieś na zgaszonej zmęczeniem ulicy
Podchodzą po to by zabić
Chcieli tylko Ciebie
Wtedy
Widziałem jak umierasz
Widzę to wciąż od nowa
Jak noże kaleczyły Twe ciało
Jak bili Cię czymś twardym po twarzy
Stałem jakby za szybą

Zauroczenie było natychmiastowe. Nie czekając zbyt długo musiałam dowiedzieć się, z czym mam odczynienia. Zespół szybko skradł mi serce i zagościł na mojej play liście na długie miesiące aż po dziś dzień. Czym więc jest to niesamowite światło księżyca? Dla jeszcze do tej pory niewtajemniczonych, to polski zespół, który narodził się w 1991 roku w Szczecinie. Wtedy jeszcze to nie Moonlight a Under The Vail Of Honesty. Młodzi, pełni zapału Daniel Potasz, Szymon Goebl i Tomasz Kopczyński mieli idealne warunki do stworzenia kapeli grającej rocka bardzo artystycznego i zimnego. Po krótkim czasie zespół zyskał ostateczny kształt przez uzupełnienie składu postaciami takimi jak Maja Konarska, Katarzyna Michalewicz, Andrzej Kutys i Arkadiusz Wlazło. W 1993 roku wydano demo pod tytułem Moonlight pod patronatem niezależnej wytwórni Rock'n'Roller. No i się zaczęło! Grupa dała wyraźny znak zaistnienia, na szczęście nie brakło poparcia słuchaczy. Dzięki temu mieli przyjemność zagrać na pierwszej edycji festiwalu Castle Party, ale też na kultowym ówcześnie Jarocinie. Zaczęły się kolejne fale festiwali i konkursów muzycznych po licznych nagrodach w 1996 roku grupa podpisała kontrakt płytowy z katowicką wytwórnią muzyczną Metal Mind Productions. Dziś możemy postawić pytanie czy to nie był ich gwóźdź do trumny? Może troszkę, a może jednak nie! Po kolei.
Po wydaniu płyty Kalpa Taru grupa uzyskała nominację w kategorii "debiut roku" w plebiscycie miesięcznika Tylko Rock, nominację w kategorii "płyta roku" w miesięczniku Machina oraz wyróżnienie dla wokalistki Mai Konarskiej przyznane przez czasopismo Brum. W 1997 roku zespół wystąpił również w krakowskiej Hali Wisły poprzedzając grupę Mercyful Fate, na festiwalu Metalmania wraz z takimi grupami Tiamat, Samael, Anathema czy The Gathering oraz na Metal Hammer Festival, którego gwiazdą był zespół Megadeth. Zaczęło się dziać i bywać. Potem przyszedł czas na Meren Re i stagnacje. Zespół zerwał kontrakt z MMP tłumacząc się brakiem odpowiednich działań promocyjnych ze strony wytwórni. W 1999 roku ukazał się trzeci album grupy zatytułowany Inermis wydany nakładem wytwórni muzycznej Morbid Noizz Productions Było już naprawdę świetnie, patronat nad zespołem objęła Radiowa Trójka. Niestety szybko okazało się, że nowa wytwórnia stoi pod groźbą plajty! Tak więc Moonlight musiał powrócić do MMP. Nim na kalendarzu wybił rok 2006 kapela miała na koncie 10 albumów. Polska nie była jedynym krajem w jakim Moonlight działał, wydawali i grali również na rynku włoskim i niemieckim. No i nadszedł rok 2007 jak oficjalnie podano wiadomość: grupa zawiesiła działalność w wyniku skomplikowanej sytuacji prawnej oraz konfliktu z wytwórnią muzyczną Metal Mind Productions. O co chodziło dokładnie? Jak nie wiadomo o co chodzi to zazwyczaj chodzi o pieniądze! Dziś Moonlight już nie istnieje i nie wydaje, a szkoda i to wielka. Kawał porządnej dobrej polskiej muzyki spod znaku art rock. Moim marzeniem jest przeżycie kiedyś ich koncertu na żywo. I będę za to mocno trzymać kciuki :)


1003033.jpg
majakonarska2.jpg
moonlight05.jpg
Maja_Konarska_Moonlight_1296557.jpg
395.jpg
moonlight.jpg
13.03.2012 o godz. 18:02
Przyjaźń niemiecko – polska istnieje!
Ostatnio nie mam czasu na nic, nie mogę się też na niczym skupić. No i oczywiście nie pisze nic sensownego. Popatrzyłam na ostatnie wpisy, po czym uznałam, że chyba mocno obniżyłam poziom mojego bloga i pisze jak gimnazjalistka. Wybaczcie to mój pierwszy blog i chyba cały czas szukam konwencji na niego. No, ale cóż jakaś regularność wpisów powinna byś no i tu naradził się pomysł na 'Mój mały muzyczny świat'.
Co w części pierwszej, i co ma oznaczać tajemniczość przyjaźni na pierwszy rzut oka niemożliwej;p? Kontrust! Należę to tej grupy zboczeńców, która chętnie do Niemiec jeździ, przyzwoicie po niemiecku mówi i ogląda czasem na satelicie niemiecka TV. Od dziecka przepadałam również za muzyką, a w szczególności rockiem i metalem niemieckim. Uważam, że ten straszny beznamiętny język brzmi cudownie w porządnych ciężkich aranżacjach. Na pierwszy ogień zespół, który odkryłam dzięki Przystankowi Woodstock, choć uświadomiłam sobie całkiem niedawno, iż posiadam od dłuższego czasu ich piracką (ciiiiii ACTA pcza) płytę, ale nie miałam pojęcia jaki to zespół. Kiedy świadomość wróciła odkryłam ich w pełnym wymiarze. Chodzi oczywiście o wcześniej już wymieniony Kontrust. Coś o nim? Może niech wypowie się ciocia, wiki która ujmie to najtreściwiej i najzwięźlej:
Crossoverowy zespół muzyczny z Austrii. Kontrust powstał w 2000 roku. W 2001 zespół wziął udział w austriackim konkursie dla młodych talentów i zajął trzecie miejsce. Do końca 2003 roku zespół wydał dwa minialbumy, które prezentowały hardcorowe brzmienie. W 2005r. do zespołu dołączyła Polka Agata Jarosz oraz basista Gregor Kutschera. W tym samym czasie ukazał się nowy album o zupełnie odmiennym brzmieniu niż dotychczas. Na krążku pojawiły się piosenki w sześciu różnych językach, oprócz tego prezentował łagodniejsze brzmienie w stosunku do minialbumów. Od tego czasu sami zaczęli określać swoją muzykę jako tribal crossover. W 2006 roku zespół otrzymał nagrodę Austrian Newcomer Award 2006 oraz Audience Award. Kontrust występował na scenie między innymi z: Ill Niño, Biohazard, Molotov, Downset, Sportfreunde Stiller, Farmer Boys, Emil Bulls, Donos. 21 czerwca 2009 roku zespół zagrał na austriackim festiwalu Nova Rock Festival, a 5 sierpnia 2011 roku Kontrust zagrał na XVII Przystanku Woodstock. Występ ten jest uznawany za jeden z najlepszych tej edycji festiwalu
No tak po tej dawce edukacyjnej, z czym mamy do czynienia coś prywatnego. Skąd zauroczenie? Naprawdę ciekawe brzmienia. Mnie w Polsce brakuje tak świeżych kapel. Nie każdy kawałek Kontrust jest w pełni udany, a niektórych nawet zupełnie nie słucham. Inne natomiast czarują. Chłopaki mają werwę do eksperymentów,a to liczy się jak dla mnie niesamowicie, no i niezła wokalistka rodem z Lublina. To dobrze rokujące połączenie daje w efekcie naprawdę ciekawy zestaw muzyczny. Ja jestem na tak!
Kontrust skład zespołu;

• Agata Jarosz – śpiew
• Stefan Lichtenberger – śpiew
• Robert Ehgartner – gitara
• Gregor Kutschera – gitara basowa
• Roman Gaisböck – perkusja, sample
• Manuel Haglmüller – perkusja
Płyty:
Teamspirit 55 EP 2001
Make Me Blind EP 2003
We!come Home 2005
Time to Tango 2009
Czas na Tango 2011



Oficjalna strona zespołu :
http://www.kontrust.info
Agata_Konstrust_by_markus_ackerl.jpg
agata_publikum.jpg
bandfoto-6341-300-300.jpg
karwackiwoodstock201147.jpg
karwackiwoodstock201154.jpg
kontrust.jpg
kontrust_gr.jpg
kontrust20x15cm300dpi.jpg
kontrustpressjpg10.jpg
przystanek-woodstock2011.jpg
wod1.jpg
Woodstockowe_obrazki_nad_5376579.jpg
15.02.2012 o godz. 17:43
Na wpisy chwilowo czasu nie ma więc coś do posłuchania. Idealnie pod tytuł i motto bloga ;) Co o guano sadzicie ?

Tagi: Guano Apes
09.02.2012 o godz. 00:23
Mieliśmy ostatnio w regionie wybory Miss… naszej drużyny piłkarskiej. Wygrała pewna pani. Typ laleczki. Czarne wysuszone włoski, ponętne usta, zamglone oczka, kilo tapety. Tym samym przypomniałam sobie ostatnie wybory Miss Polski i Marcelinę Zawadzka, zwyciężanie. Czy nawet poprzednią władczynie korony najpiękniejszej czyli Rozalie Mancewicz. Ładne panie, ale strasznie sztuczne i nienaturalne. Czy naprawdę ideał kobiecości musi wyglądach jak sylikonowa lalka? Postanowiłam, więc zrobić zestawienie 10 najciekawszych kobiet. Bo piękno ma intrygować i ciekawić a nie być jedynie pustym symbolem zamykającym się w paru stereotypach.
A u dołu jeszcze bardzo fajny link, który trafnie ukazuje nasze stereotypowe pojmowanie ideału :)
http://bebzol.com/pl/moja-idealna-kobieta.53158.html
A u dołu kolejno polskie Misski ostatnich 2 roczników bliźniaczo do siebie podobne.
Karolina Gruszka polska aktorka o bardzo naturalnej urodzie.
Agyness Deyn Brytyjska modelka intryguje na pewno, ma urodę bardzo męska, a jednocześnie tryska kobiecością.
Anja Rubik ostatnio bardzo sławna polska modelka, często przez rodaków wyśmiewana, może właśnie dlatego ze nie jest typową laleczka a jej twarz zachwyca najsławniejszych kreatorów mody.
Rudowłosa młoda Panna to Ebba Zingmark szwedzka blogerka i modelka.
No i Dita von Teese mono pracuje nad swoim wyglądem i skutkuje to efektownymi stylizacjami niczym cudowna diva lat 30, a jej porcelanowy odcień skóry niedościgniony ideał.
No i z polskiego ogródka undergroundowa Marika.
Potem urocza Ramona Rey.
Niemiecka wokalistka o chorwackich korzeniach Sandra Nasic
Aktorka Magdalena Schejbal.
I na sam koniec Crystal Renn modelka o słusznym rozmiarze
4ee1e2b90796a_p.jpg
172b1c13ecc9c0821ce9e7d8586f430037142a67.jpg
95fadd7f-94aa-4935-b64f-6adcb3093621_20100203033536_Gruszka.jpg
22672.jpg
091009_anja_rubik_aspx70677pagemainimageref_jpg_397947302_north_320x480.jpg
6238273214_8c8cd003cd_o.jpg
Dita_von_Teese_12.png
marika 3.jpg
ramona_rey.jpg
sandra_nasic.jpg
ecc14be99c.jpg
crystal-renn041.jpg
01.02.2012 o godz. 21:05
Witam, dziś I lutego. Oto właśnie dobiegł końca pierwszy miesiąc roku. Po sylwestrze kusiło mnie dość mocno, aby przygotować mapę marzeń na nadchodzący rok. Zmieniłam jednak zdanie, na pewno z powodu niezdecydowania, co w takiej mapie mogłabym w pierwszym rzędzie umieścić i z pewnością również, aby nie zapeszyć . Pierwsze dni roku są zbyt mało klarowne, a ja zawsze obiecuje sobie zbyt wiele.
Teraz jestem już po pierwszym miesiącu 2012 roku i wiecie, co? Mam już wszystkiego dość, jeśli ten rok będzie wyglądał tak jak jego pierwszy miesiąc to umrę na Karōshi. Czekam z utęsknieniem na moment, kiedy skończy się to, co skończyć się ma i nadejdą 2 tygodnie urlopu zimowego. Wreszcie będzie można odetchnąć. Macie jakieś miejsca magiczne, do których warto uciekać? Albo rzeczy, wydarzenia, które choć na moment dają nam mnóstwo dobrych wibracji. Ja mam takich parę.
Ostatnio, gdy za oknem temperatura dobiła do -20ºC. Na biurku tłoczyły się stosy katalogów mających służyć inspiracji, a kursor na ekranie mojego komputera migał pusto nie rodząc ani jednego słowa, akapitu, o tekście to już nie ma, co mówić. Postanowiłam poszukać inspiracji do pracy w swoich doświadczeniach. Przejrzałam stosy zdjęci z minionego roku. Taka sentymentalna zabawa, która zmarnowała mi z 3 godziny;p No i na końcu stworzyłam 6 tekstów, heheh opłacało się nie ma, co!
Obudził się jednak we mnie duży sentyment. Powróciły myśli o mapie marzeń. Po co ona? Ano po to żeby zwizualizować sobie najbliższe plany. To, co nas tworzy to nasze życie, dobrze jest zadbać, aby było one takie jak chcemy, a nie przypadkowe. No to na dole parę inspiracji foto na najbliższy rok! Nie wiem czy się spełnia, ale na pewno będę się starać je zrealizować, co nada odrobiny kolorytu w 2012. Wam życzę dużoooo inspiracji i barw na kolejne miesiące. Pozdrawiam Quietly
Books.jpg
222920_205956259445358_101696646537987_540961_552598_n.jpg
JarocinFestiwal2008.jpg
logo_wolontariat.png
mazu1.jpg
milosc.jpg
MP900410177[1].jpg
Pokojowy_Patrol.jpg
prawo-jazdy-nauka-jazdy-kursy-i-szkolenia-auto-szkola-podkowa.jpg
RedHotChiliPeppers01062011_536sp.jpg
thorens2_450.jpg
tumblr_lvg5n6RCTY1qd3tz7o1_1280_large.jpg
woodstockpl2_akpa.jpg
z8894682Q,TOP-5-rzeczy-mylonych-z-innymi-rzeczami---Dziennikarstwo.jpg
z8894685M.jpg
zakup-mieszkania.jpg
zdjecia_darmowe_mazury_19.jpg
joga.jpg
thumbs_fryzury-rude-wlosy-8.jpg
plecak.jpg
01.02.2012 o godz. 15:34
Witam moi drodzy, dziś mało moralizatorsko. Nie dosyć, że pisze rzadko to chyba dość ciężko.
Nie tak miało wyglądać no, ale każdy wpis wychodzi mi bardzo spontanicznie i nic na to nie poradzę. Do rzeczy. Ostatnio w pracy na tapecie pojawiły się śluby i stylizacje ślubne. Ponadto w te wakacje moja siostra będzie owy związek małżeński zawierać. Śluby, więc od paru tygodni osączają mnie szczelnie;p Uczciwie przyznam na samym początku, że jako zdeklarowana hipiska i feministka nie uznaje formalnych związków, nie dam się stłamsić prawu i skrępować moje uczucia dokumentem, a o kościele to już nawet nie wspomnę, bo tam nie chadzam od 10 roku życia. Fakty te nie zmieniają jednego, jestem kobietą! Co z tego wynika? Ano to, że kocham ciuchy, stylizacje i kiecki. Kiedy jednak mamy do czynienia z kieckami ślubnymi chyba każda z nas nie zależnie od poglądów myślała jakby to było założyć cos takiego.
Osobiście miałam okazje poprzymierzać parę takich ciekawostek sukienkowych z dwa tygodnie temu. Moja starsza siostra zabrała mnie do salonu abym jej doradziła, która kieckę kupić ma. Niestety, pomimo że jesteśmy krew z krwi rodziną, gusta mamy zupełnie odmienne! Mnie podobają się klasyki, proste, bez przepychu, nieco oldschoolowe . Jej zaś bezy! Poprzymierzałam sobie trochę, jedna z nich była drapiąca i zostawiła mi uczulenie na łopatkach (czyżby chińska hahah xD), druga była tak ciężka i wielgachna ze ledwo się obracałam. Jednak nigdy nie można mówić nigdy! Jeśli przyjdzie sądny dzień i odbije mi na tyle żeby małżeństwo popełnić, marzeniem wielkim będzie zaopatrzyć się w czarną suknie ślubna iście gotycką <3 A niech mówią, co chcą! Czerń jest piękna! No i nie można zapominać, że jeszcze nasze prababki szły do ślubu w czerni, bo taki był kanon. Ciekawie przedstawiają się według mnie azjatyckie suknie ślubne, których tradycyjny kolor to czerwień. Biały natomiast utożsamiany jest z żałobą. Kwestia podejścia kulturowego. Jeśli już słowo kultura poruszyłam, to natchnęło mnie, że w naszym kręgu kulturowym biel przy ślubie ma oznaczać czystość i dziewictwo, podobnie welon! Jakie to śmieszne, która panna młoda jest czysta? Szczególnie w dzisiejszych czasach. Na dole parę zdjęć, kilka klasyków, czerwone cudeńko, propozycje Very Wang i Valentino. No i opcja niedawno prezentowana przez polskie gwiazdy na targach ślubnych Polska Gala Ślubna w Pałacu Kultury i Nauki kolekcja marki Angel . No i na końcu moje wymarzone czarne propozycje i kobieta, która się czerni nie boi czyli Anja Orthodox w swojej sukni.
źródła foto:
http://top1-1.com/suknie-slubne-galeria-zdjec/
http://www.we-dwoje.pl/vera;wang;i;jej;najnowsze;suknie;slubne;na;rok;2011,artykul,21984.html
http://harel.blox.pl/2007/09/nowoczesna-panna-mloda.html
http://www.zwt.pl/
http://velvetmirror.blox.pl/2009/10/Suknie-Slubne-Joan-Shum.html
Joan_Shum1.jpg
Royal-suknia-slubna-2010.jpg
imagesrfg.jpg
suknie_slubne_lata_20-4.jpg
suknia-slubna-fabio-gritti-tunnel-of-love.jpg
b_2_21984.jpg
pm1.jpg
cdbac9121de4dd3333a8616dbd647e92213c7419.jpg
images.jpg
panna-mloda-w-czerni-od-very-wang_45921_11.jpg
K19_ORTHODOX_1_WT_640x0_rozmiar-niestandardowy.jpg
20.01.2012 o godz. 14:30
Hej ho wszystkim, dawno nie pisałam bo niestety za dużo pisać muszę w pracy :)Ostatnio trafiłam na (jak dla mnie) arcy ciekawy artykuł. Po jego przeczytaniu przypomniała mi się rozmowa z moją przyjaciółką. Twórczo oczywiście, kłóciłyśmy się na temat wyższości politechniki nad uniwersytetem! Uważacie że tego typu dywagacje maja jakiś sens? Twórczo pokłócić się zawsze jest warto bo to zmusza do myślenia ale wyszukiwanie wyższości nie! Jak dla mnie zarówno umysły ścisłe i nauki są potrzebne, tak jak humaniści. Kto z was jest z wykształcenia humanistą ? Chodzi mi o tych z powołania a nie z przypadku. Nie czujecie się obrażani? W dzisiejszych czasach propaganda pro inżynierska jest na tyle silna że humanistów uważa się za programowych debili.... wątek do pociągnięcia, ale ja rozwijać nie będę bo chce wam pokazać bardzo fajny artykuł Cezarego Kościelniaka i Jaroslawa makowskiego dla portalu instytut obywatelski miłego inspirującego czytania
Humanistyka, głupcze!
Cezary Kościelniak, Jarosław Makowski14/10/2011

„Zawodowi” humaniści mają obecnie niewielki wpływ na to, co dzieje się w życiu publicznym, a w świecie naukowym trudno jest im przebić się na dominujące pozycje. Pełnią raczej rolę komentatorów bieżących spraw, aniżeli mędrców rozprawiających o conditio humana. Przeradzają się w pociesznych interpretatorów słów polityków, a nie tekstów Platona czy Kanta, których słuchalibyśmy z zapartym tchem.

Co więcej, chętniej wcielają się w rolę coachów, podpowiadających zabieganym ludziom, jak żyć, niż są burzycielami świętego spokoju. Krótko: humanistyka dla współczesnych jest tym, czym prozac dla znerwicowanej sesją młodzieży studenckiej. Czy może więc dziwić, że humanistyka jest coraz bardziej izolowana, ba, że w dużym stopniu – za sprawą swoich rzeczników i reprezentantów – dokonuje efektownego samobójstwa na oczach gawiedzi?

Niegdyś łączono humanistykę z naukami społecznymi, które dziś zbliżają się do badań mających aplikacje praktyczne. Humanistyka zaś oddala się od świata praktyki, przez co zostaje traktowana jako zbędne obciążenie, które trzeba sprawnie wyminąć w biegu po umiejętności praktyczne i biznesowe. Postawiono fałszywą alternatywę, stawiając po jednej stronie przedsiębiorczość, aktywność, sukces, a po drugiej pięknoduchostwo, szlachetność, bezinteresowność. Nie chodzi o „przedsiębiorczą humanistykę”, bo to dziwaczne. Idzie o dostosowanie jej do społecznych potrzeb i współczesnych kontekstów.

Za ten stan rzeczy ponoszą odpowiedzialność sami humaniści. Pomimo, że władają oni piórem, mają dostęp do prasy, to jednak nie potrafili obronić społecznych ról swoich dyscyplin, zarówno w szkole, jak i na akademiach. Najbardziej jaskrawym przykładem tego jest indolencja we wprowadzaniu filozofii do szkół. Dziwi to tym bardziej, że nie sposób znaleźć decydenta w dziedzinie edukacji, który twierdziłby bez narażania się na śmieszność, że filozofia jest w szkole elementem zbędnym – przysłowiowym piątym kołem u wozu.

Humaniści nie potrafili też przebić się do świadomości publicznej w podkreśleniu roli swych dyscyplin. W kreowaniu aktywnych obywateli, świadomie budujących swoje wspólnoty i domagających się swoich praw. Humanistyka nie kojarzy się więc z kształceniem umiejętności takich, jak te, które uczyłyby na czym dziś polega życie człowieka w pluralistycznym i wolnym społeczeństwie. Tymczasem dobrze nauczane przedmioty humanistyczne wpisują się w działania reformatorskie, przekształcające świadomość obywatelską, uczące krytycznego myślenia, pokazujące, jak działa system społeczny, w którym przyszło nam żyć.

Książki, dzieła sztuki, koncepcje filozoficzne czy artystyczne to nie tylko szacowne dzieła kultury, ale także obserwacja świata, modele rozwiązywania naszych, ludzkich problemów, uwikłanych w etyczne dylematy, a nie zabawy estetyczne, mające zabić wolny czas. Problemem nauczania humanistyki jest myślenie o wytworach intelektualnych jako formie rozrywki. Humanista, jakiego nie formuje polska szkoła i uniwersytet, powinien być dojrzewającym inteligentem, samodzielnie myślącym, świadomym, chodzącym na wybory obywatelem, potrafiącym się wysławiać, nazywać swoje i cudze emocje, rozumiejącym poglądy innych ludzi, co skądinąd jest umiejętnością równie ważną w otrzymaniu posady, jak znajomość angielskiego czy programów Excel oraz Power Point.

Niestety przez ostatnie dwadzieścia lat nie udało się przebić do świadomości publicznej, że humanistyka jest szkołą etyki społecznej, choćby międzyludzkiej solidarności, tej – której istota sprowadza się do uniwersalnej zasady, że „jeden drugiego brzemiona ma nosić”. Humanistyka, traktowana jako zabawa, staje się kłopotliwa, gdyż zdecydowana większość wybierze zabawę z programem telewizyjnym, niż tomik poezji Leśmiana.

Lektura książki czy oglądanie wystawy to praca, intelektualny wysiłek, który buduje naszą osobowość, a dopiero potem, i to nie zawsze, jest zabawą. Dość przekonania, że Dostojewskiego czyta się w czasie urlopu, bo niby wtedy mamy czas na „luz”. Przecież nie ma intensywniejszej pracy, gdzie stawką jest kształt naszego człowieczeństwa, niż spotkanie z takimi autorami jak Mann czy Tołstoj?

Wpisanie humanistyki do hierarchii naszych wartości jako zabawy sprawia, że książka, film, wystawa, są „oddechem po pracy”, wytworem znudzonych leniwców i zapyziałych snobów. W efekcie galerie są puste, książki poetyckie rzadko kupowane, gdyż, faktycznie, oglądanie średniowiecznej rzeźby jest męczące i nijak wiąże się z wypoczynkiem a la tańczące lub śpiewające gwiazdy.

Bezpośrednio skutkiem tej strategii jest droga do społeczeństwa ludzi niewrażliwych, źle się do siebie odnoszących, mało empatycznych, wrogo nastawionych na obcych, czyniących z pieniądza bożka. Tu język nas zdradza. Mówimy: „Kultura się liczy”, „kapitał ludzi”, co znaczy, wszystko się „przelicza”. Otóż są rzeczy, których przeliczyć się po prostu nie da, a jednak mają one kluczowe znaczenie dla jakości naszego życia. I to humanistyka je oswaja, uczy jak z nich korzystać.

Za upadek kultury humanistycznej winę ponosi źle skrojona polityka edukacyjna. To w szkolnej, ale i społecznej strategii programowej język obcy i WF mają większą wagę niż literatura, czy wciąż jeszcze nieobecna filozofia z etyką. Efekty już są. Jako wykładowcy akademiccy, na co dzień spotykamy się z katastrofalną świadomością kulturalną studentów – będącą wynikiem ich kształcenia w szkołach.

Opowieści o wiedzy studentów, które niegdyś uchodziły za żarty stały się rzeczywistością. Nikogo już nie rozśmiesza historyjka, że żaden ze studentów na roku nie wiedział kim był Jerzy Andrzejewski (kilka lat temu było to trudne do pojęcia). Teraz dziwimy się, że w jednej z grup studenckich nikt nie wiedział, kto ekranizował „Ziemię Obiecaną”, a połowa studentów z tego roku nie potrafiła wymienić żadnego tytułu książki Reymonta.

Pierwszym krokiem do zmiany byłoby przeorientowanie programowe. Kształcenie humanistyki w szkołach w obecnym kształcie jest anachroniczne, nie skupia się na tym, czym tętni i kipi dzisiejszy świat. Choć zmiany programowe powoli następują, to jednak humanistyka powinna odnosić się bardzo silnie do współczesności oraz łączyć się z zagadnieniami społecznymi. Skrajnie konserwatywny program kończy edukację języka polskiego na Miłoszu i Herbercie, ich wierszach z lat 80. Barańczak, jeśli w ogóle, znany jest z jednego wiersza. Dzięki Nagrodzie Nobla, Wisława Szymborska cudem pozostała w podręcznikach (pamiętamy taki okres, gdzie miało jej nie być). Ale przecież nie na Szymborskiej kończy się poezja. Co z literaturą naszego dwudziestolecia po 1989?

Na zajęciach ze sztuki praktycznie edukacja kończy się na latach 60 i 70. Tymczasem dzisiejszą sztukę na świecie wyznaczają twórcy tacy jak Damien Hirst czy Anish Kapoor, o których istnieniu rodzimi maturzyści zazwyczaj nie wiedzą. Filozofia w szkole – w jej szczątkowym i naiwnym wymiarze – pokazana jest jako egzystencjalny stosunek do życia, a nie dyscyplina odpowiadająca na podstawowe pytania, etyczne, społeczne, kulturowe czy polityczne. Nie sposób opowiedzieć o dylematach współczesności bez Baumana, Habermasa czy MacIntyre’a, w polskich kontekstach bez Tischnera.

Kontakt z kulturą to obcowanie z aktualnymi dziełami sztuki i myślowymi prądami. Do tego trzeba ucznia przygotować. Tak zresztą jest na innych przedmiotach: czy ktoś uczy informatyki na komputerach Elwro, albo omawia historyczne wersje systemu Windows i jego dawne zastosowanie? Tymczasem tak właśnie przebiega kurs literatury – skupiający się na tym, co „dawne” i „polskie”, marginalizujący to, co „obecne” i „dzisiejsze”.

Nie twierdzimy, że to, co minione się nie liczy. Ale to, co minione, nie może być traktowane jak muzeum, do odwiedzania którego zmusza się ludzi pod groźbą kary. Teraźniejszość rodzi się z napięcia między przeszłością a przyszłością, w spotkaniu między, użyjmy tego staromodnego pojęcia, mistrzem (nauczycielem?) a uczniem. „Wiedza jest przekazywaniem – notuje Georges Steiner. – W każdym postępie, każdej innowacji, jakkolwiek głębokiej, zawsze obecna jest przeszłość. Mistrzowie strzegą pamięci, Matki Muz, i nakłaniają do niej. Uczniowie wzmacniają lub osłabiają osobiste i społeczne ścięgna tożsamości, czasem zrywają je w akcie zdrady”.

Prosimy potencjalnych adwersarzy, by oszczędzili nam powtarzanych przy tych okazjach argumentów, że „nie uczymy w szkole”, „program jest przeładowany”, „takie są wymogi”, „młodzież nie rozumie”, gdyż to nie młodzież, a szkoła musi się wstydzić, iż jej absolwenci nie wiedzą kim był Reymont. Oszczędźmy sobie argumentów: „nie da się zrobić”. To szkoła (konkretna, a nie „jakaś”) dała im maturę, to konkretni ludzie prowadzili lekcje, ich odpowiedzialność jest oczywista, łatwa do wskazania. To szkoły konkurują w absurdalnych rankingach „zdawalności”, gdzie nie tyle zdanie, co nie zdanie matury jest czynem wybitnie trudnym do osiągnięcia. To kuratoria, element szkolnej administracji, absurdalnie oceniają nauczycieli po wynikach matur, nie dając szans na strategię jakości za cenę odrzucenia najsłabszych. Szkolna demokracja w wersji wulgarnej: „zdają wszyscy”, zastąpiła merytokrację: „nie zdają ci, którzy nie mają wiedzy”.

Jak ma się taki postęp dokonywać, skoro wiedza z zakresu humanistyki przeciętnych studentów już dawno dobiła dna. Nauczyciele wygodnie twierdzą, że to brak czasu. Jeśli jednak brakuje czasu, to może trzeba dodać więcej godzin na nauczanie humanistyki, poprzez zmniejszenie szkolnych wakacji? A może trzeba wymienić tych, którzy powtarzają: „nie da się”? Wakacje w polskiej szkole, licząc przerwy świąteczne trwają ponad 12 tygodni rocznie. Może skrócenie wakacji do 10 tygodni pozwoliłoby zdobyć godziny na przedmioty dla których nie ma dzisiaj czasu? Być może byłaby to szansa na uniknięcie kompromitacji na studiach, gdzie trzeba uzupełniać elementarną wiedzę poprzez uruchamianie „kursów zerowych”.

Czy chcemy być otoczeni tłumem młodych ludzi, dobrze komunikujących się po angielsku, szczególnie w jego obszarze biznesowym, lecz nie potrafiących sklecić kilku zdań, by miały głębszy sens, prócz twitterowych sloganów, którymi epatują dziś politycy i dziennikarze? Czy jesteśmy skazani na archaiczną humanistykę, która o swej wyższości zapewnia w ten sposób, że właśnie z premedytacją lokuje się na dziesiątym stopniu egzaltacji, i z pogardą przygląda się nierozumiejącej świata gawiedzi? Czy rzeczywiście temat kolejnych wersji iPod’a musi być ciekawszy od nowości książkowych, które powinny stanowić przedmiot debaty na lekcjach języka polskiego, filozofii i etyki?
15.01.2012 o godz. 23:39

P.S

Wszystkich przepraszam za marność poprzedniego wpisu chyba jeszcze trzeźwieje ;p A poprawek jak na razie nie chce mnie się robić i basta. Zakumacie sedno sprawy xD
Tagi: przeprosiny
02.01.2012 o godz. 15:33
Jak po Sylwestrze ?
Ja po długim czasie głębokiego wstrętu do imprez noworocznych, wreszcie zdecydowałam się wybrać na jedną z nich. Nie cierpiałam świętowania nowego roku. Kwoty horrendalne wydawane na bale czy kluby w ten jeden ochlejowy dzień. Jak domówka to wątpliwa przyjemność przebywania z różnymi nie koniecznie chcianymi ludźmi, gigantyczne chlanie, poparzenia od petard, no i powrót do domu !!! Taaaaak, powroty w pierwszy dzień nowego roku są straszne. Wszyscy pijani z pijanym ciężko dać psychicznie rade i do domu dojechać. Zamówienie taksówki graniczy z cudem a komunikacja miejska obr5zygana i zapełniona nieprzyjemnym towarzystwem. Nie wspominając o tym że 2 stycznia trza do roboty...
Tym razem Quietly się skusiła. Jak było? Zacnie! Duuuużo dobrego alkoholu, przyzwoite towarzystwo i wręcz magiczny klimat. Nieprzyjemności? Na imprezy nie przychodzi się z dziećmi!!!!!!!!!!!!!!! Tu dużo wykrzykników, naprawdę dużo. To jak kochamy nasze pociechy ponad życie nie musi oznaczać, że inni podzielają nasz uczucia. Zresztą dzieci się nudzą, głupieją, przeszkadzają, napatrzą się na pijanych rodziców i wujków.Chyba więc i one nie będą miały z takiego sylwestra zbyt wiele przyjemności. Co jeszcze z nieprzyjemności hymn.... Gdy jesteśmy na coś chorzy i dużo pijemy przyznajemy się współimprezującym, że mogą wystąpić komplikacje a nie ukrywamy przypadłości. W efekcie orzeszki do piwa doprowadziły pewnego Pana M. do wstrząsu anafilaktycznego. W efekcie sąsiedzi mieli rozrywkę, a balująca nieopodal melina okazała się mniej patologiczna od nas. Tam przynajmniej nie było karetki pod domem. No i na koniec kac morderca. Oj kac kac kac, no i ruskie trunki !!! Tak popularne u nas ten jeden dzień w roku. No i nie chodzi mi tu o żadne wódki! Tylko pseudo szampan Igristoje. W nadmiarze i wymieszane naprawdę zabija doszczętnie.
Na koniec Wszystkim skacowanym życzę dużo natchnienia w 2012

zródło foto: Demoty.pl, Demotywatory.pl
demotywator-kac.jpg
70686463d09a425368c0de1163f52d62.jpg
02.01.2012 o godz. 15:23
Witam!
Dziś będzie trochę poważnie, ale w słusznym celu. O czym będzie mowa? O ratowaniu i samoświadomości. Brzmi strasznie ? Nieeeeeee...
No to zacznijmy. Jakoś parę ładnych miesięcy temu na FB, ktoś ze znajomych wysłał mi zaproszenie. Było ono wyprodukowane przez grupę Pokojowego Patrolu WOŚP. Uściślając, chodziło o szkolenia patrolowe I stopnia. Każdy chętny po opłaceniu stówy jedzie do miejscowości Szadowo-Młyn. Właśnie tam znajduje się ośrodek szkoleniowy, w którym przechodzą kursy wolontariusze. Owe szkolenie I stopnia obejmuje kurs udzielania pierwszej pomocy, integracji w grupie, kreowania postaw lidera, zajęcia survivalowe oraz kurs pracownika służb informacyjnych na imprezach masowych. Oczywiście się skusiłam. Całość zakończona jest certyfikatem, którym w razie potrzeby możemy się pochwalić, po prostu dodatkowe kwalifikacje/ umiejętności. Zazwyczaj cena tego typu szkolenia waha się w granicach 5/6 stów. Tu płacimy tylko 100 PLNów(reszta jest „refundowana” z pieniędzy WOŚP, de facto uzbieranych podczas orkiestry), nie wspominając o fantastycznej atmosferze i dużej ilości ludzi z podobnymi poglądami :)
Tak naprawdę dopiero na tym szkoleniu i może parę miesięcy wcześniej uświadomiłam sobie czym jest umiejętność udzielania pierwszej pomocy! Mówmy szczerze, przez parę ładnych lat swojego życia do tego typu zajęć miałam stosunek delikatnie pisząc ambiwalentny. Mnie się nie chce, to jest nudne, a po co mi to bla bla bla....
Mijają lata i stety człowiek mądrzeje. Wiem gadam jak stara baba. Tylko, że im człowiek więcej przeżyję tym większej świadomości nabywa. Znieczulica w naszym społeczeństwie jest powszechna. Kto z nas nie był świadkiem wypadku? Ile razy widzieliśmy nieprzytomnego człowieka gdzieś na skwerze? Czy ktoś z nas podszedł i się nim zainteresował? Czy wsparliśmy kiedyś kogoś w reanimacji? Wszystko jest ok i nasza niewiedza uchodzi nam na sucha aż do momentu kiedy będziemy musieli komuś pomóc. Staniemy wówczas bezradnie i rozłożymy ręce. Wezwaliśmy pogotowie, wykonaliśmy swoje zadanie. Tylko zanim pogotowie przebije się przez miasto minie 7 min. W tym czasie może ktoś umrzeć, ale tez my możemy komuś pomóc. Nie możemy stanąć nad człowiekiem i rozłożyć ręce, bo na to jest paragraf! Nieudzielenie pomocy jest karalne. Nikt nas nie będzie wówczas pytał czy umiemy udzielić pierwszej pomocy. No i my nie możemy powiedzie że akurat tą lekcje PO opuściliśmy :/
Jaka jest konkluzja ? EDUKUJMY SIĘ!!!! bądźmy świadomi i wrażliwi na innych. Dziś my pomożemy komuś kto zasłabł, a jutro ktoś nam pomoże! Nie narzekajmy na zobojętniałe i okrutne społeczeństwo, a po prostu zacznijmy od siebie !
A pisałam to ja, nawrócona na pierwszą pomoc Quietly ;)
źródlo foto: http://www.wosp.org.pl/pokojowy_patrol/szkolenia
http://www.phototrans.eu/14,452377,0,PESA_120N_3107.html
28.12.2011 o godz. 17:20
Parę słów na dobry początek. O czym będzie? Pewnie o wszystkim i o niczym. O tym co inspiruje i leży na wątrobie. Quietly założyła sobie za cel nie nudzić! Chyba dobra podstawa do pisania co ? ;)
Powstaje wiele blogów, a nawet witryn pozwalających ułatwić stworzenie tego -gadacza- ,
-pamiętnika-, -wylewacza-. Jak byście nazwali BLOGI? Czym one są? No i po co je tworzyć tak naprawdę? Ja sama zdecydowałam się popełnić owego! Dlaczego? Zajmuje się pisaniem. Nie wiem czy robię to dobrze, może źle. Czasem na tym zarabiam. No i pisanie studiuje. Podobno pisania można się nauczyć, ale trzeba ćwiczyć. Nie ma więc chyba nic lepszego jak blog. Ktoś oceni, może wyrazi swoja opinie. Byle tylko konstruktywną, a nie agresywną. Ostatnio zauważam mnóstwo gigantycznego ostracyzmu w Internecie i brutalizacji wypowiedzi oceniających na forum. Jest to przerażające! Choć może ma to związek z tak dużą ilością piszących? Słowo sieć jest gdzieś blisko słowa śmieć. Więc może jakość piszących przenosi się na jakość i rodzaj odbierających? Nie wiem! Liczę, że Ci, którzy zdecydują się przeczytać, choć jeden post na moim -wylewaczu myśli- potraktują go jako sposób na czyjeś wyrażenie siebie. Nie zawsze musi być poprawnie, pięknie, zgodnie z zasadami! Zobaczymy co z tego wyniknie i na ile starczy mi determinacji do umieszczania regularnych wpisów. O wenie nawet nie wspomnę. Dobra za dużo filozofii jak na pierwszy raz.
Quietly ogłaszam oficjalnie za otwartyyyyyyyyyy.
27.12.2011 o godz. 21:15